czwartek, 14 marca 2013

Katar, grypa, syndrom paryski, śnieg i inne nieszczęścia.

Paris 2013
Wiosna nie wybuchła. Została zmieciona, przykryta, mam nadzieję, że przyczaiła się gdzieś blisko. Francja szeroko otworzyła oczy i zamarła w przerażeniu. To była piękna katastrofa. Puste biura, sklepy i pusty Paryż. Po ulicach przemykają zmarźnięte grupki turystów, łapią katar, grypę i syndrom paryski.
Paris 2013
Ten ostatni dotyka głównie turystów japońskich. Typową ofiarą jest kobieta około trzydziestki. Dociera do wymarzonego Paryża, stolicy mody, miasta świateł, miłości i Bóg wie jeszcze czego i... okazuje się że to nie tak miało być. Jest głośno (żadnych akordeonów i "piaff" na ulicach), brudno, metro śmierdzi i do Chanel trzeba stać w kolejce. Miejsca-ikony miasta - opiewane w sztuce i literaturze - zalane są  tłumem i szczękiem tysięcy metalowych Wież wciskanych turystom przez ulicznych handlarzy.  A turyści zorganizowani są grzeczni (japońscy są najgrzeczniejsi) i nie mają czasu na szukanie "innego Paryża" tego z filmów, przyczajonego za rogiem. Nadchodzi rozczarowanie.  Syndrom objawia się zaburzeniami rytmu serca, problemami z oddychaniem, halucynacjami. Nie wiem jak często ta przypadłość występuje.  Podobno ambasada Japonii utrzymuje 24h infolinię dla rodaków, którzy zaobserwują u siebie niepokojące objawy.

Paris 2013

sobota, 2 marca 2013

Na betonie.


Nie oczekuję od moich dzieci zachwytów nad kolejnymi odwiedzanymi zabytkami, muzeami i galeriami. Nie jestem na tyle naiwna. Wystarczy mi odrobina życzliwego zainteresowania z ich strony. Dla nich kolejny stary kościół to stary kościół - nie gotyk nie barok, po prostu brzydki albo ładny. Do skali ocen dołączyło ostatnio jeszcze urocze francuskie "c'est nul".
Po negatywnej opini na temat Montmartre ("Kto by chciał mieszkać w takich starych domach?") i Luwru ("U dziadka wisi ładniejsza Monaliza w przedpokoju") nie spodziewałam się zachwytów nad La Defense. Mocno się zdziwiłam kiedy zachwytom nie było końca. Może wypunktuję argumenty:
- jedzie się metrem-gąsiennicą bez konduktora -linia 1, można też dojechać RER A ale nie jest tak fajnie.
- jest dużo miejsca do biegania - cóż trudno się nie zgodzić
- przypomina Warszawę - w ilości betonu na pewno, jednak jakby nie było na La Defense, w przeciwieństwie do naszej stolicy, ktoś miał pomysł.
- są fontanny 
- jest mega kciuk
- szyby i kule do odbijania się 
- mnóstwo schodów

Inne atrakcje: podziwianie panoramy Paryża z Grande Arche (ok 10 euro), muzea i galerie tamże. Dla dorosłych jeden z trzech sklepów Uniqlo w Paryżu w Les Quatre Temps. Mniej oblegany niż ten przy Operze i dostępny z zewnątrz więc nie trzeba zapuszczać się w czeluście centrum handlowego.
I uwaga! Jeśli wybieracie się na la Defense w niedzielę, nie planujcie tam zjedzenia obiadu. W biznesowej dzielnicy wszystkie restauracje i bary są zamknięte.






wtorek, 26 lutego 2013

Sny

Dziecko starsze zwierzyło się dzisiaj, że wszystkie jej sny są po francusku :) Po sześciu miesiącach szkoły, do której poszła właściwie z zerową znajomością języka (nie licząc wierszków o kurce i myszce) mówi świetnie, rozumie większość, pokłóciła się w tym tygodniu z koleżanką. Chciałabym  uczyć się języków tak szybko jak moje dzieci. Cóż, starość nie radość, zwoje nie wyrabiają ;)
Onirycznie z Siedmnastki

poniedziałek, 4 lutego 2013

Jedzmy naleśniki czyli La Chandeleur.

Trzydzieści trzy dni nowego roku rozpłynęły sie jak dym. Wiadomo już że nic nie wyjdzie z noworocznych postanowień. Trudno.  Ci z nas którzy planowali  wielkie oduchudzanie moga spokojnie tego dnia pałaszowac nalesniki. Biegać zaczniemy od urodzin.To właśnie na drugiego lutego przypada  dzień naleśnika.  Z obchodów ważnego w tradycji katolickiej święta pozostała w laickiej Francji tradycja jedzenia słodkich placków. Naleśniki można zjeść wszędzie. W budce, na targu, z okienka przy restauracji oraz w la creperie czyli miejscu specjalizującym się w naleśnikach. Zazwyczaj są dobre. Nie jest to polędwica wołowa, trudno je zepsuć.  Wariantów podania są dziesiątki jak nie setki. Ulubione przez dzieci crepes sucre : z masłem i cukrem, z nutellą, musem owocowym, lodami. Naleśniki wytrawne to przede wszystkim la gallete de ble noir. Czyli po prostu naleśniki z mąki gryczanej. Bardziej chrupiące i składane w kopertę. Od najprostszych szynką i serem, pieczarkami i śmietaną po kombinacje z przegrzebkami, ślimakami czy mięsem .  To wszystko sprawia że creperie są idealnym miejscem na lunch w czasie zwiedzania, szczególnie gdy towarzyszą nam dzieci. 
Obi-Wan broni naleśnika z musem jabłkowym w creperie w V dzielnicy.
  
Resztki karnawału na paryskiej ulicy.